Wpis o 5 powodach był długi. Być może nieco za długi, dlatego nasz plan podróży po Japonii przedstawiam w osobnym tekście. Jest szansa, że zainspiruję kogoś do odwiedzenia kilku ciekawych miejsc, albo po prostu podsunę jakiś dobry pomysł. Wiem, że w sieci istnieje wiele poradników na ten temat. W związku z tym nie będę rozwodzić się na temat każdego punktu naszej wycieczki. Podam za to kilka lokacji, z którymi wiążą się moje najlepsze wspomnienia!
Tokio
Przez niecałe 3 tygodnie przemierzyliśmy sporą część Tokio. Korzystaliśmy wyłącznie z metra i siły własnych nóg. Nocleg znaleźliśmy w Airbnb. Szczególnie spodobały mi się dwa, wspomniane już we wcześniejszym wpisie parki: Ueno i Yoyogi (sprawdź: Podróż do Japonii. 5 powodów, dla których warto odwiedzić ten kraj) W każdym z nich można rozłożyć się na trawie, w cieniu drzew, z piwem i tanimi przekąskami z konbini. To również świetne miejsce do obserwowania ludzi… 🙂
Odaiba – sztuczna wyspa

Szczególnie dobrze wspominam wizytę na dużej sztucznej wyspie w Zatoce Tokijskiej – Odaibie. Dociera się na nią przez Tęczowy Most. Ta malownicza nazwa wzięła się stąd, że po zachodzie słońca rozświetlają się na nim różnokolorowe lampy. Na wyspie mieliśmy okazję zobaczyć m.in. ogromnego robota Gundama, miniaturową replikę Statui Wolności, czy… bożonarodzeniową choinkę (w połowie maja).
Wieczorem trafiliśmy na tzw. Gundam Show, podczas którego poszczególne części robota poruszały się i świeciły w rytm muzyki z animowanego serialu. Na ekranie w tle zaprezentowano wejściówkę z serii Gundam. Takie widowisko robi niemałe wrażenie.

Tokio Disneyland i jezioro Kawaguchi
Jako dziecko wychowane na Królu Lwie i Pocahontas, nie mogłam odpuścić wizyty w Disneylandzie. Zdecydowanie polecam zakup całodziennego biletu każdemu, kto lubi bajki Disneya, parki rozrywki lub po prostu dobrą, wielogodzinną zabawę. Przebywając tam od 10 rano do późnego wieczora, miałam tyle wrażeń, że nie obchodziły mnie nawet obolałe, wręcz krwawiące od otarć stopy.

Widzieliśmy słynną paradę postaci Disneya i lokacje, w których odtwarzano sceny z bajek. Wzięliśmy udział w krótkim, kinowym pokazie 3D i podziwialiśmy wyjątkowo realistyczne duchy w nawiedzonym domu. Weszliśmy do każdej tematycznej krainy, zjedliśmy ciasto w kształcie myszki Miki, bawiliśmy się na wymyślnych karuzelach, rollercoasterach i samochodzikach… właściwie gdyby nie zbliżające się godziny zamknięcia, pewnie zostalibyśmy tam do rana. Disneyland to doskonała, magiczna rozrywka bez względu na wiek.

Za to dzień później obeszliśmy jezioro Kawaguchi (do którego dotarliśmy bezpośrednim autobusem z Tokio), co było dodatkowym testem wytrzymałości moich nóg. Przez około 20 kilometrów pieszej wędrówki towarzyszył nam imponujący widok na górę Fuji. Mieliśmy ze sobą pyszne onigiri (japońskie kulki ryżowe) i napoje zakupione w miejscowym sklepie, m.in. śliwkowe wino choya w małych, poręcznych słoiczkach.
Klimat z dala od Tokio był zupełnie inny. Tylko od czasu do czasu spotykaliśmy turystów lub miejscowych, głównie wędkarzy. Na drodze i chodnikach panowała pustka, cisza, wszystko spowijała spokojna, odprężająca atmosfera. Idealna do wielogodzinnego obcowania z przyrodą.


Hakone
Ostatnie dwa dni naszej wycieczki spędziliśmy w Hakone usytuowanym u stóp góry Fuji. Kupując bilet Hakone Free Pass mogliśmy nie tylko dotrzeć na miejsce pociągiem z Tokio, ale również skorzystać z:
- gondolowej kolejki linowej, która zaniosła nas prosto do wulkanicznej doliny Owakudani,
- rejsu statkiem po jeziorze Ashi,
- transportu autobusem.
Bardzo żałowaliśmy, że przeznaczyliśmy na Hakone tylko jeden dzień. Zwiedziliśmy tak dużo, na ile pozwoliły nam chęci i już zahartowane chodzeniem nogi, ale i tak czuliśmy lekki niedosyt. Widoki były piękne i odbiegające od tego, do czego przyzwyczaiło nas ogromne Tokio. Ta miejscowość jest prostu świetnym miejscem na relaks.
Po dniu pełnym wrażeń spaliśmy w hotelu Laforet Club Hakone Gora z onsenem (łaźnią z gorącymi źródłami) i widokiem na góry. Rano zaserwowano nam tradycyjne japońskie śniadanie, które mogliśmy zjeść w równie tradycyjnych japońskich strojach. Jak widać, nasz plan podróży po Japonii opierał się na zobaczeniu czegoś więcej, niż samego Tokio. Myślę, że jak na niecałe 3 tygodnie, sporo zwiedziliśmy. Dzięki temu mogliśmy poczuć atmosferę trzech, zupełnie różnych miejsc: metropolii, górskiego miasteczka i nadmorskiej miejscowości.
Czy warto?
Trzeba pamiętać, że Japonia to miejsce pełne skrajności. Stanowi połączenie pewnych przeciwstawnych cech: powagi z infantylnością, chłodu i dystansu z miłą, wiecznie uśmiechniętą obsługą, oraz nowoczesności i rozwoju z mocno zakorzenioną tradycją i ścisłym przestrzeganiem zasad. Pod względem turystycznym jest to kraj na tyle różnorodny, że według mnie każdy znajdzie tutaj coś, co go zaciekawi, zachwyci lub zadziwi. A już na pewno zapadnie w pamięć.
Warto przekonać się na własną rękę, czy taka ambiwalentność będzie dla nas czymś pożądanym i interesującym. Dla mnie jest i z tego względu planuję przynajmniej jeszcze jedną podróż do tego kraju. Tym razem celuję w Kioto – możliwe, że uda się już w przyszłym roku!

