Felieton: Pracując zdalnie, warto mieć kota

You are currently viewing Felieton: Pracując zdalnie, warto mieć kota

Legenda głosi, że ludzie dzielą się na tych, którzy wolą psy i tych preferujących koty. Nic dziwnego – domowe sierściuchy posiadają pewne „ludzkie” cechy, w których odnajdujemy odbicie samych siebie. Charakter i styl życia właściciela nie są tutaj bez znaczenia. Jak można wywnioskować po tytule, m.in. z tego powodu w moim prywatnym rankingu rządzą właśnie koty. Uważam, że to idealni towarzysze zwłaszcza dla osób pracujących zdalnie. Skąd wzięło się moje uwielbienie dla domowych tygrysów? I czy to prawda, że są bardziej wyniosłe i mniej uczuciowe od psów?

Blaski i cienie, czyli kot jako obowiązek

Myślę, że można wymienić wiele korzyści wynikających z opieki nad zwierzęciem. Dla wielu osób będzie to chociażby bezwarunkowe przywiązanie. Poza tym kot czy pies nie oceni człowieka za to, że danego dnia nie prezentuje się zbyt wyjściowo, bo cały dzień wylegiwał się na kanapie w towarzystwie pizzy. Doświadczenia z dzieciństwa nauczyły mnie jednocześnie, że posiadanie własnego sierściucha to nie tylko śmieszne zdjęcia na Instagramie, głaski i siadanie na kolankach. To również cały zestaw dodatkowych zmartwień i obowiązków.

Biorąc „na wychowanie” psa lub kota, trzeba wziąć pod uwagę np. walającą się po domu sierść. Do codziennej listy zadań dochodzi sprzątanie odchodów i innych, smrodliwych wydzielin milusińskiego. Czasem będzie to również konieczność wysłuchiwania porannych arii, czyli wycia, szczekania lub miauczenia, bo ON JUŻ WSTAŁ i chce jeść. To także wizyty u weterynarza z każdą głupotką, bo przecież pupil nie powie, że coś mu dolega. Dlatego trzeba być wyczulonym na wszelkie niepokojące sygnały.

W moim przypadku problemem nr 1 jest sierść – na ubraniach, meblach, w porannych płatkach. A nawet w odpływie wanny, bo okazuje się, że jakimś cudem mam ją również we włosach. Jak widać, posiadanie zwierzaka wymaga pewnych poświęceń. Trzeba częściej sprzątać, pilnować, żeby nie zrobił sobie krzywdy. W skrócie: wziąć na siebie odpowiedzialność za żywą i czującą istotę.

„Koty vs psy” – czy to ma sens?

Oczywiście zwierzak wprowadza do codzienności sporo dobrego. Gdy wstaję i siadam do pracy lub śniadania, kot spokojnie układa się na pobliskim krześle. On po prostu jest. Obok, na mnie, albo po prostu wszędzie tam, gdzie akurat mu najwygodniej. Obecność kota jest miła i nienachalna. Przyjdzie, żeby go pogłaskać, może nawet pozwoli wziąć się na ręce. Gdy już będzie miał dość, zignoruje nawoływania właściciela i wróci do swoich spraw. Jednak nie zrozumcie mnie źle. Uważam, że tak samo koty, jak i psy, są doskonałą opcją dla osób szukających nieludzkiego towarzystwa. Swoistego zamiennika człowieka, który nie komentuje twoich humorków i beznadziejnych żartów. Po prostu będzie obok – bez pytań i narzekań.

koty-czy-warto
Beza
kot-czy-pies
Pączek

Chcę jednak obalić pewien mit, dotyczący stuprocentowej samowystarczalności mruczków. Jestem przekonana, że kot może być wierny właścicielowi. Nie zgadzam się ze stwierdzeniem, jakoby domowe tygrysy nie przywiązywały się do osób, a tylko do konkretnego miejsca. Zostawiając Pączka z moją rodziną (imię prawdziwego drapieżnika), nie raz przekonałam się, jak bardzo potrafi tęsknić. Gdy tylko otwierałam drzwi wejściowe i wołałam go po imieniu, z piętra od razu dobiegało donośne wycie. Pącz zbiegał po schodach z ogonem wystrzelonym w górę i przez resztę dnia nie odstępował mnie na krok.

Dlaczego zdecydowałam się na kota?

Dlaczego akurat koty? Między innymi dlatego, że jestem rasową domatorką. Co więcej, jako copywriter-freelancer przesiaduję przed komputerem godzinami, często przez 5 dni w tygodniu. W tym czasie poświęcam około 95% uwagi swojej pracy. Bywa, że potrzebuję do tego względnej ciszy. Wszystko to sprawia, że muszę mieć zwierzaka samowystarczalnego. Takiego, który załatwi się bez żadnej pomocy i nie wymaga wychodzenia na spacery.

Kot sam dba o swoją higienę, a do wybiegania się i rozładowania energii wystarczy mu zabawa wydobytą z kosmetyczki gumką do włosów. Dodatkowo, po pracy nad tekstami chcę mieć czas na przyjemności, wyjście z domu, spotkania z ludźmi. Mówiąc krótko: przejść bez przeszkód w tryb normalnie funkcjonującego człowieka. Właśnie dlatego odpowiada mi kolejna cecha kotów, czyli…

Akceptacja samotności

Domowe tygrysy szybko przyzwyczajają się do tymczasowej samotności. Moje koty zazwyczaj zostają same na godzinkę lub dwie, innym razem na znacznie więcej. Bywa nawet i tak, że uciekamy od nich na 2 dni. Za to kiedy wracamy, wszystko jest po staremu. Bez dramatów i „śmierdzących niespodzianek” na podłodze czy łóżku. Wiedzą, że w końcu i tak pojawimy się w drzwiach, więc panika jest zbędna. Wystarczy pozostawienie zapasu karmy, wody i usunięcie z zasięgu wzroku wszelkich potencjalnie niebezpiecznych przedmiotów.

dlaczego-warto-mieć-kota
dlaczego-warto-mieć-kota

Po każdym powrocie od progu witają nas dwa puszyste, uniesione w górę ogony. Z takich krótkich chwil, w których ocierają się o nasze kostki i pomrukują z zadowoleniem, budujemy pewne przekonanie. Świadomość, że to właśnie obecność kota jest jednym z powodów, dla których powrót do mieszkania nawet po najgorszym i najbardziej deszczowym dniu, od razu staje się lepszy.